Muzyka

sobota, 14 grudnia 2013

Rozdział siódmy

- Uświadomiłeś mi, że nie można od tak zapomnieć o przeszłości, ale też jest teraźniejszość.. To co się wydarzyło, to coś pięknego, owszem. Tylko, że ja mam Fabiana, którego kocham, a którego tej nocy skrzywdziłam.. To bardzo nie fair..

   Wstałam z łóżka i poszłam do łazienki się ubrać. Zadzwonił mi w tym czasie telefon.

- Hej kotku, wczoraj się dodzwonić nie mogłem, stało się coś?
- Nie, wszystko w porządku.
- Wiesz, tęsknię za Tobą..
- Ja też. Bardzo.
- Postaram się jak najszybciej przyjechać, bo się już nie mogę doczekać. Co dzisiaj masz zamiar robić? Jakieś konkretne plany?
- Chyba pochodzę trochę po sklepach, nic szczególnego.
- Dobrze, kup sobie coś ładnego. Ja muszę kończyć, mama mnie potrzebuje. Zadzwonię wieczorem. Kocham Cię.
- Ja Ciebie też.

   Naciągnęłam na siebie krótkie spodenki, poprawiłam koszulkę i wyszłam do kuchni. Zrobiłam naleśniki i usiadłam.

- To ja już się będę zbierał.. - zobaczyłam Wojtka, trzymającego w swojej dłoni rączkę walizki.
- Chcesz się zachować jak jakiś nastolatek i uciekać rano po seksie? Coraz bardziej dziecinniejesz, zamiast dorastać.
- A co, mam zostać po tym wszystkim? Irmina, tak nie można.. Myślałem, że ty coś do mnie czujesz, pokazałaś to tej nocy.. A potem jednak stwierdzasz, że to był błąd. No zdecyduj się kobieto, przecież to tak nie funkcjonuje. Ja tu nie zostanę, bo to nie ma sensu. Znajdę sobie jakiś przyjemny hotel, załatwię wszystko i uciekam do Bełchatowa. Nie będę Ci więcej mieszał w życiu, już wystarczająco się dzieje. Dziękuję za nocleg..

   Parsknęłam śmiechem.

- Nocleg powiadasz? To co się wydarzyło nazywasz noclegiem? To trochę brzmi, jakbyś przyszedł do klubu nocnego albo czegoś takiego, zrobił co chciał i uciekł, bo tak jest wygodniej. Mam się czuć jak jakaś prostytutka?
- Przestań tak gadać, dobrze wiesz, że tak nie jest.
- A jak jest? Tak to właśnie wygląda.
- Sama mi powiedziałaś, że to nie fair, że tak nie można, a teraz żądasz, żebym został, zachowywał się jakby nic się nie stało i w ogóle było super? Zastanów się.
- Owszem, to było nie fair, ale nie powiedziałam, że masz stąd iść i więcej mi się na oczy nie pokazywać. Możesz nadal tu nocować, tylko po prostu nie będzie już tak jak dzisiejszej nocy. Zwyczajnie tylko o to mi chodzi.
- Przestaję Cię rozumieć..

   Odwrócił się i wyszedł. Ja rzuciłam ścierką na podłogę. Sama siebie nie rozumiałam. On miał rację, ale po prostu nie mogłam go wypuścić, pozwolić mu odejść i nie wrócić. Nie tego chciałam. Przestałam kompletnie ogarniać co się wokół dzieje. To zbyt wiele jak na mój mały mózg. Posprzątałam kuchnię, salon i sypialnię. Kiedy popatrzyłam na zdjęcie stojące przy łóżku, uśmiechnęłam się i wzięłam je do ręki. To my - ja i Fabian po jednym z meczów.

- Przepraszam.. - szepnęłam, chcąc w ten sposób chociaż przeprosić swojego partnera za zachowanie. Tylko czy właściwie było to szczere?

   Do domu wrócił Wojciech i błyskawicznie mnie odnalazł.

- Kochasz jego, ale nie możesz zapomnieć o mnie? To nic złego, jeśli nie ranisz. Zarówno siebie, jak i innych. Ty jednak ranisz przede wszystkim siebie. Ja to przeżyję, myślę, że Fabian również. Ale ty? Ty będziesz się męczyła przez bardzo długi czas. Nie możesz tak żyć. Musisz wybrać, podjąć decyzję. To nie ja tak sobie wymyśliłem, tak po prostu jest.

   Popatrzyłam na niego ze łzami w oczach. Po raz kolejny miał rację. Tylko co ja mogłam w związku z tym zrobić? Nie mogłam wybrać. Fabiana kochałam, to świetny, inteligentny i przystojny mężczyzna. A Wojtek? Wojtek z kolei to ktoś, kogo pokochałam najbardziej na świecie i nigdy o nim nie zapomnę. Nie byłam w stanie sobie z tym poradzić. W żadnym sensie.

- Ja za Ciebie nie wybiorę, ale też nie nalegam, byś wybrała mnie. Zrozumiem wszystko, bylebyś tylko była szczęśliwa.

   Każde jego kolejne słowo uświadamiało mi, jak wiele złego wyrządziłam sobie i im.

   On został. Jednak jego obecność nie pomagała. Załatwił co miał załatwić i w niedzielę wyjechał. Kolejnego dnia pojawił się Drzyzga.

- Jak ja się stęskniłem! - wpakował się rano do łóżka.
- Cześć Kochanie - puściłam buziaka w powietrze.
- Jak weekend?
- Nie najgorzej, a Twój? Mama już się lepiej czuje?
- Zdecydowanie. Wyjdziemy na kawę przed pracą?
- Jak mi dasz jeszcze kilka minut snu - mruknęłam w poduszkę.
- Śpioch jak zwykle.. - zaśmiał się - idę do siebie, wezmę prysznic i wracam - pocałował mnie w czoło i wstał.

   Po kilku minutach niechętnie się podniosłam i ubrałam. Kiedy buszowałam wśród ubrań, poszukując jakiegoś stroju, wszedł z powrotem.

- Pasuje? - pokazałam niebieską koszulkę i czarną spódnicę z wysokim stanem.
- Na Tobie wszystko wygląda idealnie. Jednak bez ubrań właściwie wyglądasz najładniej - pociągnął mnie za rękę na łóżko - stęskniłem się bardzo, bardzo, bardzo - całował moją szyję.
- Mieliśmy się zbierać - przypomniałam mu.
- Zbierzemy się kilka minut później - odwiązywał szlafrok.
- Spóźnię się zatem do pracy.
- Szef nie będzie krzyczał, dzisiaj pracujesz w terenie - pocałunkami zjeżdżał od szyi do brzucha.
- A skąd ty taki poinformowany?
- Ja wiem wszystko - uśmiechnął się i przyłożył swoje usta do moich.

   Nie mogłam mu się oprzeć. Całował bardzo delikatnie, ale z wielkim uczuciem - to w nim naprawdę uwielbiałam. Ja faktycznie również stęskniłam się za nim przez te dwa dni. Brakowało mi jego bliskości, zapachu ciała, dotyku. To wszystko razem tworzyło spójną całość, tak dobrą, tak wspaniałą.

- Chyba nici z tej kawy - zaśmiałam się, ubierając i patrząc na zegarek.
- Czepiasz się - usiadł koło mnie i zrobił dokładnie to samo.
- Kocham Cię - pocałowałam go.
- Ja Ciebie też.

   Wyszliśmy razem, wcześniej pijąc na szybko napój z kofeiną. Odwiózł mnie na stadion Legii, bo miałam porozmawiać z zarządem o akredytacji na przyszły sezon, gdyż właśnie zaczynało się składanie podań.

- Po pracy Cię gdzieś zabieram.
- Gdzie?
- Niespodzianka.
- Wiesz, że nie lubię..
- Oj przestań już narzekać. Mówię Ci tylko, żebyś nic sobie nie zaplanowała na później.
- No dobrze, już dobrze.

   Dałam mu buziaka i wysiadłam, kiedy zatrzymał się na uboczu. Dzień minął dość szybko. Po wyjściu z obiektu przy Łazienkowskiej, pojechałam miejską komunikacją na spotkanie z fanami drużyn niższych lig, szukając nowego tematu na artykuł. Około dziewiętnastej Drzyzga czekał na mnie w aucie.

- To gdzie jedziemy? - zapytałam, zapinając pasy.
- Daleko, zobaczysz - odpowiedział tajemniczo.

   Następnie tylko poinformował, że nie odpowie mi na żadne więcej pytanie i po prostu ruszył. Na nic zdawały się moje próby i musiałam się pogodzić z tym.

   Po kilkunastu minutach dotarliśmy na lotnisko.

- Co my tu robimy? - spytałam przerażona.
- Przyjechaliśmy - uśmiechnął się.
- Nie mów mi tylko, że gdzieś lecimy..
- Wcale Ci tego nie mówię.
- Fabian - podniosłam głos - przecież wiesz jak bardzo nie lubię latać. W dodatku jutro normalnie idę do pracy, co ty sobie wyobrażasz?
- Masz wolne do końca tygodnia, podziękowania przyjmuję listownie - zaśmiał się i opuścił pojazd.

   Siedziałam i ani drgnęłam, zaplatając ręce na klatce piersiowej. On wyciągał dwie wielkie walizki z bagażnika, opłacił parking i wrócił.

- Wysiadasz czy nie? - otworzył mi drzwi.
- Nigdzie nie idę.
- Wyjdziesz sama czy z pomocą?
- Już Ci powiedziałam, nie ruszam się stąd.

   Niewiele myśląc, odpiął pasy i wyciągnął mnie na rękach. Jako, że bardzo protestowałam, musiał zanieść mnie do samego wejścia na samolot. Rzeczy zaś pomógł mu przynieść jakiś ochroniarz.

- Ale Fabian.. - wciąż się wyrywałam.
- Nie ma ale - popatrzył na mnie - dzień dobry - uśmiechnął się do pań, które wpuszczały, pokazując dwa bilety.
- Możesz mi chociaż powiedzieć dokąd?
- Dowiesz się za chwilę.

   Po przeszukaniu poszliśmy na pokład. Wciąż miałam obawy i wcale nie podobał mi się pomysł jakiegokolwiek lotu.

- Pasażerowie lotu numer sto dwadzieścia jeden do Tokio proszeni są o zajmowanie miejsc. Samolot wzbija się w górę za pięć minut. Dziękujemy - usłyszałam z głośników komunikat.
- Ty całkowicie zwariowałeś!
- Chcę Ci pokazać to, co mnie fascynuje. Nie masz teraz innego wyjścia.

   Pięć minut później wszyscy już siedzieli wygodnie w fotelach, a maszyna naszykowana była do startu. Warkot silnika, informacja o pasach i zaczęło się.

- Zabiję Cię - wrzasnęłam, kiedy odbijaliśmy od ziemi.
- Też Cię kocham - zaśmiał się.

   Mieliśmy przesiadkę w Moskwie, a cały lot trwał około piętnastu godzin. Przez cały czas miałam ochotę coś zrobić swojemu partnerowi, że nie powiedział mi o czymś takim. Nie chciałam tego, nawet jeśli to były jego marzenia. Dlaczego nie mógł polubić na przykład Paryża, Berlina czy nawet Belgradu? Wszędzie tam dałoby się dojechać. Długo, bo długo, ale można. A Tokio? Właściwie drugi koniec świata..

   Wreszcie dotarliśmy na miejsce. Dziękowałam Bogu, że udało się dotrzeć, bo kilka razy po drodze przydarzyły się jakieś wstrząsy i inne takie.

- Ląd! - ucieszyłam się.
- Japonia - dodał i się zaśmiał.

    Wokół prawie sami Japończycy. Rzadko kto w dodatku mówił po angielsku, więc wszystko musiał załatwiać Fabian. Dotarliśmy do hotelu, przejeżdżając i podziwiając krajobraz centrum stolicy. Robiło to wrażenie, muszę niechętnie przyznać. Pokój dostaliśmy na najwyższym piętrze, a właściwie nie pokój a apartament. Wszystko, czego można było chcieć właśnie tak się znalazło.

- Sam mnie spakowałeś? - zaśmiałam się.
- Mam nadzieję, że niczego nie zapomniałem. Starałem się wpasować w Twój gust i zabrać to, co ty byś zabrała, ale niczego nie obiecuję.
- Dobra, pokaż, to zobaczę, czy mam Cię jednak zabić, czy nie - zaśmiałam się.

   Obejrzałam ubrania. Nawet je poskładał, ułożył. Byłam z niego dumna. W dodatku rzeczywiście wpasował się w to, co ja bym zabrała, więc nie mogłam mieć do niego o cokolwiek w tym względzie pretensji. Po odświeżeniu się, zeszliśmy na jedzenie. Potem wróciliśmy do siebie i ułożyliśmy się spać. Mnie podróż totalnie wykończyła, w dodatku zmiana czasu o osiem godzin, to dla mnie zbyt wiele. Kolejnego poranka wstaliśmy wyspani i mogliśmy ruszać w teren. Drzyzga z umiłowaniem opowiadał mi różne historie o tym mieście i zachwycał się wszystkim, co go otaczało. Widziałam jak wielką radość mu to sprawia, więc byłam w stanie wybaczyć mu tę wycieczkę.

   Wieczorem wybraliśmy się do jednego z miejscowych klubów, chcieliśmy zobaczyć jak bawią się ludzie w Japonii. Ja miałam na sobie sukienkę z czarnym gorsetem i niebieskim tiulem na dole oraz wysokie, czarne szpilki zaś mój partner - czarną koszulę i ciemne spodnie.

   Na parkiecie spędziliśmy mnóstwo czasu. Moje buty, choć z pozoru niewygodne, okazały się być zupełnie inne i dzięki temu mogłam się tak świetnie bawić. A i Fabian okazał się być bardzo dobrym tancerzem. Po kilku drinkach, koło północy, opuścił na chwilę budynek, bo zadzwonił mu podobno bardzo ważny telefon z Polski. W tym czasie podszedł do mnie jakiś mężczyzna i zagarnął mnie na parkiet. Okazał się być zawodowcem i to, co oboje pokazywaliśmy, równie dobrze można było zobaczyć na turniejach tanecznych. Podziękowałam miłemu Brytyjczykowi za towarzystwo, jak tylko zobaczyłam na horyzoncie Drzyzgę.

- Kto dzwonił?
- Trener.
- A co chciał?
- O kontrakcie pomówić.
- Coś konkretnie?
- Później Ci powiem. Chcesz jeszcze jakiegoś drinka?
- Nie, ja już dziękuję.
- Ale ja pójdę po coś dla mnie. Zaczekasz?
- Jasne, tylko wróć za chwilę.

   Akurat obok przechodził mój wcześniejszy partner taneczny. Uśmiechnął się do mnie, więc to odwzajemniłam. W trakcie całego wieczoru, kilkukrotnie jeszcze mój mężczyzna znikał, a wtedy pojawiał się James, jak się później dowiedziałam, rozmawiając z nim. Przeuroczy mieszkaniec Anglii zabawiał mnie swoimi żartami i dotrzymywał mi towarzystwa, jak byłam sama. Doskonale wiedział, kiedy powinien odejść.

- Zbieramy się? - przyszedł do mnie około trzeciej.
- Jeśli chcesz.

   Pomachałam towarzyszowi, widząc go na parkiecie i podążyłam za siatkarzem do wyjścia. Jechaliśmy taksówką do hotelu, kiedy zagadywałam go o różnych rzeczach, ale on ciągle jakby był nieobecny.

- Stało się coś?
- Nie, czemu tak sądzisz?
- W ogóle nie ogarniasz co się dzieje, co do Ciebie mówię. Przecież doskonale wiesz, że mówimy sobie wszystko, więc..
- Naprawdę wszystko gra.
- Ale..
- Nie ma żadnego ale - podniósł głos.
- Spokojnie, przecież nic nie mówię..

   Patrzył tępo w przestrzeń i przestał się odzywać. Nie wiedziałam co się dzieje, ale musiałam się tego dowiedzieć.

   Wiedziałam, że wreszcie nadejdzie ten dzień, kiedy do mnie wrócisz. 
Przytulisz mnie, pocałujesz i powiesz jak bardzo mnie pożądasz. 
Wtedy nasze ciała tworzą spójną całość, dopełniają się i powodują coś nieprawdopodobnie wspaniałego. 
Ty wiesz, jak bardzo tego chciałam, z pewnością to czułeś. Chcę więcej, znacznie więcej. 
Teraz już tylko mój. 
Byłeś.
Jesteś.
Będziesz.


   Maraton z końcówką bloga czas zacząć. Dziś krótka mowa, lecz treściwa. Do końca oprócz tego rozdziału - pozostały dokładnie trzy. Do końca mojej przygody blogowej - trzy dni. Jeden rozdział - jeden dzień. Skończę w dniu, w którym zaczęłam pisać pierwszą historię, tak troszeczkę sentymentalnie.. (: 
Na dziś tyle, trzymajcie się, 
Kinga.

20 komentarzy:

  1. Hej! Rozdział cudowny :D Szkoda,że już sie kończy ta historia,mam nadzieje tylko,że bedzie happy end :p To już rok od pierwszego opowiadania o Zibim? Ale ten czas leci :D Tylko nie znikaj,a pisz nowe historie ;) Wierna fanka Dorota ;D Pozdrawiam i buzka :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No leci, leci, ja sama nie mogę w to uwierzyć.. (:
      Buziak:*

      Usuń
  2. Nominowałam Cię do nagrody Liebster Award.
    Szczegóły znajdziesz tutaj pod rozdziałem:http://mojasiatkarskaprzygoda.blogspot.com/2013/12/rozdzia-22-umowa-transportowa.html?m=0

    OdpowiedzUsuń
  3. Będę tęsknić za tym opowiadaniem, ale mam nadzieję, że zaczniesz pisać kolejne równie wspaniałe ~Ann

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie kończ :( Rozdział świetny. Ciekawe czego dowiedział się Fabian, że był taki nieobecny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak czytam to 'koniec kariery blogowej' to aż mi tak jakoś smutno :c

    OdpowiedzUsuń
  6. Ejj, ty żartujesz, że juz więcej nie będziesz pisać ? pRawda? Musisz pisać, bo tu jest zajebiście, w każdej historii jest i było zajebiście.
    Nie rób mi tego tylko pisz.


    ' Sen. Bardzo go lubisz. Lubisz również śnić, hasać z ze znajomym Morfeuszem po bezdrożach, po polach pełnych żółtych kwiatów, Twoim katem i utrapieniem jest dzwoniący jak co rano żelaznymi obręczami Mefisto- czyli innymi słowy mówiąc budzik. '

    Zapraszam na rozdział drugi : http://blekitneoczy1.blogspot.com/2013/12/two.html

    Pozdrawiam Anka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo bym chciała, ale to zwyczajnie już niemożliwe.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  7. W tym momencie przerywac ? wiesz ty co ? Ale nawet nie próbuj kończyć. Dobij chociaż do 20 a nie 10 no wiesz ty co. i zdradz mi co to za piosenka w twojej playliscie ;)

    zapraszam do sb i mile widziany komentarz ;)
    http://jedyniecomogeciobiecac.blogspot.com/
    p.s wieczorem pojawi sie nowy ;* przepraszam za spam ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiem, zła ja :c Ale cóż ja poradzę.. (:

      W playliście znajduje się ukochana piosenka z genialnego filmu "Trzy metry nad niebem", której nie ma w soundtracku, a poszukiwałam jej baaardzo długo. Anni B Sweet - Capturing Images, miłego słuchania (:
      Zajrzę jak tylko znajdę czas (:

      Usuń
  8. Kinia nie ma takiej historii, w której Ty nie wymyślisz tajemniczej podróży w nie znane i w każdej takiej podróży musi wydarzyć się coś..
    Co on znów kombinuje.. ja czuje,że.. nie Kinia on nie może jej zdradzać, prawda?
    Tokio ? nienienie ja zdecydowanie wolę LONDYN ^^
    Pozdrawiam: A Ci, którzy mają do Ciebie co kolwiek niech napiszą to tak aby wszyscy mogli to przeczytać lub jeśli się boją to niech skontaktują się ze mną.. Ja im co nie co wytłumaczę.
    Regards ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiem, to mój stały punkt.. :D
      Ja nic nie wiem, nie mnie o to pytaj.. :p
      <3 <3 <3

      Usuń
  9. Widzę, że mamy podobne plany ;) u mnie epilog w dniu, w którym pojawił się prolog..
    Ehh ostatnio w ogóle jakimiś sentymentami lecimy..
    Całusy ;*
    K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sentymentalnie, to czasem dobrze, nie uważasz? (:
      Buziaki:*

      Usuń
  10. Uwielbiam tego bloga.
    Jeśli będziesz miała czas zapraszam na mojego pierwszego bloga :)
    http://czy-to-jest-przyjazn.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń