***
Dwadzieścia lat później
- Z pewnością. W końcu Marcel ma Idę, Ida - Marcela. Nie masz się co o nich martwić. Przecież są mądrzy po mamie - przytulił mnie - zresztą bliźniaki zawsze będą razem. Nie mogą żyć bez siebie, tak to już jest, prawda?
- Prawda. Oho, braciszek albo siostrzyczka chyba też chce pożegnać swoje rodzeństwo - zaśmiałam się, łapiąc za miejsce, gdzie kopało.
- Dobrze, że chociaż ten brzdąc nam zostanie.. - pogładził mnie po brzuchu.
- Przypominam Ci, że za kolejne nieco ponad dziewiętnaście lat, będziemy żegnać się z maluchem i tak samo płakać.
- A może będzie inne i z nami zostanie?
- Może - uśmiechnęłam się.
Staliśmy oboje na lotnisku i machaliśmy w stronę odlatującego samolotu. Mieliśmy głęboką nadzieję, że nasze dzieci sobie poradzą i znajdą to, czego my poszukiwaliśmy przez całe życie - spokój i miłość. Rozpoczną nowe życie, pełne przygód, szczęścia i radości.
***
- Jak dobrze, że dotarliśmy aż tutaj.. Wiedziałam, że kiedyś zrozumiesz, że jesteśmy dla siebie pisani - uśmiechnęłam się.
- Musiałem trochę przejść, żeby to zrozumieć. Głupi przypadek, a tak wiele zmienił.
- Kocham Cię Fabian..
- Też Cię kocham.
- I jak, podobam Ci się w tej sukni? - zakręciłam się, powiewając lekko, białym tiulem.
- Zarówno ty, jak i ten maluch w brzuchu jesteście oszałamiająco cudowni. Halo, halo, słyszysz tatę? - zapukał do brzucha - tylko nie przeszkadzaj mamie za bardzo, żeby mogła wypowiedzieć słowa przysięgi jak należy - zaśmiał się i mnie pocałował.
***
Teraźniejszość
Pojechałam według mapy i udało mi się dotrzeć pod halę. Długo zastanawiałam się, czy wysiąść i wejść do środka, jednak się przemogłam. Zamknęłam drzwi i powoli podążałam do Podpromia. W głowie układałam setki zdań i wytłumaczeń. Chciałam się pogodzić, pogadać. Być może nawet do niego wrócić. Czułam potrzebę bycia z nim. Tęskniłam, cholernie tęskniłam. W momencie, kiedy nacisnęłam klamkę, cały świat ponownie mi się rozwalił.
- To co, dzisiaj świętujemy? - zapytał dziwnie znajomej mi blondynki.
- Oczywiście, że tak. Butelka dobrego wina i Twoje towarzystwo to najlepsze świętowanie o jakim mogę marzyć - pocałowała go.
Objęci wychodzili drugim wyjściem. Wybiegłam z powrotem do samochodu. Rozpłakałam się i uderzyłam z pięści w kierownicę.
- Przepraszam Cię kochanie, na chwilę muszę coś załatwić. Poczekasz na mnie pod restauracją?
- Jasne, będę czekać.
Po chwili zobaczyłam przez łzy zbliżającego się rozgrywającego do mnie.
- Ty tutaj? - otworzył drzwi i kucnął - co tu robisz?
- Przyjechałam, nie widzisz? - ocierałam oczy chusteczką.
- Pod halę? Specjalnie dla mnie?
- Nie, po prostu się zatrzymałam, obok jest biuro do którego mnie przysłali.
- Jak żyjesz?
- Bardzo dobrze.
- A dlaczego płakałaś?
- Alergia. Przepraszam, muszę jechać. Pozdrów Matyldę.
- Ale..
- Na razie.
Trzasnęłam drzwiami i odjechałam z piskiem opon. Dawno nie odzywałam się do Arka, więc jadąc, zadzwoniłam. Byłam nie na czasie z wiadomościami o jego związku.
- Hej, co u Ciebie? - spróbowałam wypowiedzieć to zdanie jak najweselej potrafiłam.
- Hej, bywało lepiej, a u Ciebie?
- Właśnie wracam z Rzeszowa.
- Z Rzeszowa? A co ty tam robiłaś? - zapytał zdziwiony.
- Patrzyłam na obściskującego się Fabiana z Matyldą.
- To już wiesz? - zapytał cicho.
- Wiedziałeś wcześniej, że oni..
- Ona kiedy ze mną zrywała, powiedziała mi dla kogo. Nie chciałem z Tobą o tym rozmawiać, bo uważałem, że powinnaś sama się dowiedzieć.. Przepraszam.
- Nie wierzę, no po prostu nie wierzę..
Rzuciłam telefon na siedzenie obok i mocniej nacisnęłam pedał gazu. Po chwili jednak zrobiło mi się niedobrze. Zjechałam na najbliższy parking i wyszłam z samochodu. Musiałam się przewietrzyć. Weszłam na stację benzynową i zamówiłam dwie mocne kawy. Wypiłam je jednym duszkiem i ruszyłam w dalszą trasę. Wróciłam do mieszkania. Ściągnęłam marynarkę i buty. Podążyłam do kuchni, gdzie usiadłam na kuchennym blacie. Uwielbiałam tak robić, bo to zawsze denerwowało Fabiana. Twierdził, że to źle działa na meble, że coś tam. Do ręki wzięłam kubek gorącego kakao i patrzyłam w okno. Nie wiedziałam co mam robić dalej, jak to rozwiązać. To, co zobaczyłam w Rzeszowie powinno raz na zawsze wybić mi z głowy siatkarza. Ja jednak nie potrafiłam tego zrobić. Nie umiałam zostawić kogoś takiego. Tak, wiem, jestem niezdecydowana, ale..
- Mogę? - usłyszałam z przedpokoju.
- W kuchni - odpowiedziałam mimowolnie.
- Przyszedłem, żeby Cię gdzieś porwać. Może być kino?
- A może być nie dzisiaj?
- A to dlaczego? No nie daj się prosić - zobaczyłam rozbrajającą minę Artura i nie mogłam dłużej się nie zgadzać.
Przebrałam się i pojechaliśmy do pobliskiego centrum handlowego. Tam najpierw weszliśmy na kawę, a potem podążyliśmy na jakąś komedię. Prawie dwie godziny płakałam ze śmiechu. Wychodziliśmy z galerii w świetnych humorach. Kiedy szliśmy, on niepewnie musnął swoją ręką mojej. Chciał ją złapać, a ja się na to zgodziłam. Splątałam swoją dłoń z jego i pewnym krokiem ruszyłam do auta. Potem, kiedy dojechaliśmy do domu, popatrzyłam na godzinę.
- Muszę jechać, dziękuję za miły wieczór - uśmiechnął się.
- Nigdzie nie musisz.. Zostań.
- A chcesz? - zapytał niepewnie.
- Chcę.
W bardzo szybkim tempie znaleźliśmy się na górze. Już od przekręcenia klucza w zamku zaczął mnie całować. Wierzchnie nakrycia zrzuciliśmy w przedpokoju, nie przestając się obdarowywać pocałunkami. W głowie kłębiło się milion myśli, ale to był jedyny sposób, by spróbować zapomnieć o siatkarzu.
Kiedy już wszystkie ubrania znalazły się na podłodze, nie było innego wyjścia. On jak zwykle delikatny i czuły, jak za starych czasów. Nic się w tym kontekście nie zmieniło.
- Fabian - cicho jęknęłam, jednak na szczęście on nie usłyszał.
- Wszystko w porządku? - zapytał, nie zaprzestając pieszczot.
- Oczywiście - próbowałam zabrzmieć jak najbardziej przekonująco.
Przed oczami wciąż miałam jednak kogo innego. Błądząc ręką po całym ciele, nie wyczuwałam zaznaczonych mięśni i kości. Nie poznawałam go na nowo.. Nie wiedziałam co się dzieje, bo przestałam odczuwać rozkosz. To nie to, czego szukałam.
Rano obudziłam się z moralnym kacem. Dla mnie to tak, jakbym zdradzała Drzyzgę, mimo, że ze sobą nie byliśmy.. Szybko się ubrałam i poszłam do kuchni.
- Cześć skarbie, już na nogach? - zapytał, łapiąc mnie w pasie.
- Jakoś tak wyszło. Kawy?
- Mnie nie potrzeba kawy, ty mnie jak zwykle idealnie rozbudzasz - całował moją szyję - może..
- Śpieszę się, muszę jechać do pracy. Wychodzisz ze mną czy mam zostawić Ci klucze?
- Praca nie zając, nie ucieknie, a ja mogę i to bardzo szybko - mruczał.
- Ucieknie. To jak?
- Zostanę.
- To na razie.
- No cześć..
Wsiadając do auta próbowałam zapomnieć o nocy. Nie mogłam sama siebie zrozumieć. Jadąc do pracy wciąż miałam wyrzuty sumienia. Popołudnie przyniosło mi dodatkowo jeszcze dodatkowych wrażeń.
- Ktoś do Pani - weszła jedna z sekretarek.
- Do mnie? - zdziwiłam się.
W drzwiach zobaczyłam Drzyzgę.
- Co ty tu robisz?
- Nie mogłem inaczej.. Przepraszam Cię.. Ja nie chcę, żebyś ty cierpiała, zrozum to..
- Wyjdź.
- Związek z Matyldą.. Ja Ci to muszę wyjaśnić.
- Nie chcę tego słuchać.
- Chcesz. Musisz.
- Nic nie muszę, daj mi spokój.
- Proszę.. Wysłuchaj mnie, potem oceniaj. Nie możesz tak łatwo odtrącać ludzi, nie słuchać ich kompletnie - złapał mnie za rękę.
Powiedziałam, żeby poczekał aż wyjdę z biura, bo czułam się głupio, kiedy wszyscy mogli nas słyszeć. Wyszedł, a ja próbowałam skupić się na obowiązkach. Nic z tego, bo w każdym tekście robiłam tysiące błędów. Przez szesnastą zamknęłam laptopa i powoli skierowałam się do wyjścia. On już oczywiście tam na mnie czekał.
- Wejdźmy tam - wskazałam małą kawiarenkę.
Szliśmy w ciszy. Słychać było jedynie stukot moich butów na obcasie i samochody, które przejeżdżały po ulicy obok. Zamówiliśmy kawy i ciastka.
- Słucham.
- Wiem, że tym wyjazdem skreśliłem nas.. Wiem, że jestem dupkiem, że zachowałem się jak Wojtek przed laty.. Ale zrozum mnie, ja nie mogłem inaczej.
- Matylda już czekała, dlatego.
- Nie bądź wredna.
- Ja jestem wredna? Ja rzuciłam w cholerę całe swoje życie i wyjechałam? Ja zrobiłam największe świństwo komuś, kogo rzekomo kocham? - uniosłam się.
- Przestań, to wcale nie tak..
- A jak?
- Często przychodziła na mecze z całą Politechniką się lubiła.. Wybrała mnie jako swój cel. Potem kontakt się urwał, aż do czasu przed początkiem naszego związku. Potem przypomniał mi o niej Arek, ona zaś oszukiwała go długo. Poszedłem do niej, ale jej nie było. Kiedy się umówiliśmy, wiedziałem, że nie mogę Ci powiedzieć.. To było w czasie weekendu, kiedy jechałem do mamy. Niestety nasze spotkanie skończyło się.. w łóżku. Wtedy przysiągłem sobie, że Ci powiem i że nigdy więcej się to nie powtórzy.. Ale nie dałem rady. Uległem po raz kolejny. Ona czekała na mnie w Rzeszowie. Kiedy pojawił się kontrakt, wiedziałem, że nie będziesz chciała wyjechać. Matylda tak mną zamieszała, że zostawiłem Cię i pojechałem. Teraz wiem jakim dupkiem byłem.. Nie można mi tego wybaczyć, bo sam sobie tego nie wybaczę.. Ale chciałem, żebyś wiedziała. Kiedyś może być jak dawniej, jeśli tylko tego chcesz. Dam Ci czas, wrócę tu, rzucę wszystko. Chcę być tylko z Tobą. Z nikim innym.
Chwila zastanowienia. Milion myśli na sekundę, brak jakiejkolwiek szansy na zrozumienie tego, co właśnie się wydarzyło.
- Za późno. Mam już kogoś. Jesteś palantem, zdradziłeś mnie. Tego się nie wybacza. Nie mogę z Tobą żyć, to już nie na moje nerwy.
- Ale Irmina, ja się zmieniłem..
- Nie wierzę. Nie wierzę Ci już w żadne Twoje słowo. Dość tego.
Wstałam i wybiegłam. Odjechałam. Nie potrafiłam tego przyjąć do siebie. Łatwiej mi było jego obwinić, niż dopuścić do siebie myśl, że ja przecież w tym samym czasie też go zdradziłam.. Jednak to nie miało już racji bytu. To był koniec. Definitywny koniec.
W ciągu kolejnych miesięcy rozpoczęłam ponownie związek z Arturem. Być może właśnie tak było mi wygodnie? Nikt oprócz mnie i Wojtka nie wiedział o tamtej nocy, nikt więc nie obarczał mnie winą za koniec bycia z Fabianem.
Artur nie był najłatwiejszą osobą, ale już znaliśmy się bardzo długo. Kilka razy się kłóciliśmy, jednak raz tak bardzo poważnie. Znów poczułam się samotna. On się wyprowadził, a ja płakałam w poduszkę. Nie wiedziałam co zrobić. Z pomocą przyszedł siatkarz, który przypadkowo znalazł się ponownie w Warszawie. Spotkaliśmy się na mieście. On z Matyldą, ja sama. Rozmowa, a raczej jej strzępki wyglądały aż nader dziwnie. Wieczorem do mieszkania to właśnie on zapukał. Ja wypiłam już sama dwie butelki wina, a że mając tak słabą głowę, ledwo ogarniałam co się dzieje. Uległam. Po raz kolejny. Wszystko działo się szybko, niewiele pamiętam. Powiecie - prostytutka, bo z każdym, kto przychodzi ląduje w łóżku. Możecie jednak uważać co chcecie. Samotna kobieta po alkoholu, to samo mówi za siebie. Składając ostatni pocałunek na jego ustach, poleciały mi łzy. Wtedy już trzeźwiałam.
- Przepraszam, to nie mogło się tak skończyć, to nie tak miało być.. - wyszeptałam - idź już lepiej, nie wracaj nigdy..
I właśnie w tamtej chwili, on przytulił mnie najmocniej jak umiał, ubrał się i wyszedł. Wyszedł po raz ostatni. Nie wracając już nigdy.
Z Arturem się pogodziłam. Postanowiliśmy wyprowadzić się do Londynu. Tam zamieszkaliśmy. Dowiedziałam się również, że jestem w ciąży. Po kilku tygodniach wyszło, że to bliźniaki. Oboje cieszyliśmy się naszym szczęściem i po porodzie wróciliśmy do kraju. Ja zostałam szefową w firmie mojej i mojego ukochanego. Zajmowaliśmy się prowadzeniem biura, które załatwiało ludziom pracę zagranicą, żeby nie trafiali na zmywak czy sprzątanie. Dziećmi zajmowaliśmy się na zmianę, lub też pomagali nam moi rodzice.
Przypadkiem w centrum trafiłam na Arka. Długo się nie widzieliśmy, toteż i nasza rozmowa trwała dość długo. Dowiedziałam się między innymi, że Matylda chciała wrócić do niego, jednak on jej nie uległ. Rozmawialiśmy coś o datach, pytał o dzieci. Umówiliśmy się na spotkanie, a ja pognałam do lekarza na kontrolę po porodzie. W głowie przeliczałam sobie tygodnie ciąży, a potem tygodnie moich maluchów. Po chwili uświadomiłam sobie coś.. Musiałam zajść w ciążę wtedy, kiedy spałam z Fabianem.
- To niemożliwe.. - szepnęłam do siebie.
- Pani Irmino, zapraszam - uśmiechnął się do mnie starszy doktor.
Nikomu nic nie powiedziałam. Kiedyś podczas snu, pobrałam materiał do badań i zaniosłam do laboratorium. Wyniki pojawiły się tydzień później.
" Zaświadcza się, że Pan Artur Makowski w 99,9% nie jest biologicznym ojcem nieletnich Idy i Marcela Makowskich."
Zemdlałam.
Wyniki zachowałam dla siebie. Na zawsze. Nigdy zarówno jeden, jak i drugi nie dowiedzieli się, że ktoś inny jest ojcem moich bliźniąt. Nie chciałam nikomu komplikować życia. Tak było wygodnie.
Siedzieliśmy na plaży, patrząc na zachodzące słońce.
- Przepraszam Fabian - powiedziałam w myślach i wtuliłam się mocniej w Artura.
Po policzkach spłynęły dwie słone łzy. Łzy tęsknoty i tego, że zabrałam Jemu radość z bycia ojcem. Ale już nie mogłam inaczej.
Wierzyłam, że będziemy z Arturem szczęśliwi. Że wszystko to uda się uchować w tajemnicy, a my damy sobie ze wszystkim radę.
RAZEM.
***
Wiedziałam, że zostaniesz ze mną. Ona by Ciebie nie chciała. Jednak się łudziłeś. Nie ważne.
Ważne, że już na zawsze będziemy razem. Ty i ja.
I nikt mi tego nie zabroni. Nie zabroni wiecznego szczęścia.
Siedzimy na plaży, patrząc na zachodzące słońce. Ty jakby nieobecny, jednak cucisz się i przytulasz mnie.
Wierzę, że przeżyjemy razem jeszcze wiele lat.
Że damy sobie radę.
RAZEM.
~Matylda.
***
Przechodzimy po plaży, piasek jest gorący, tak samo jak i morze. Wciąż o niej pamiętam. Nigdy nie zapomnę, ale teraz jest nowy etap w życiu.
Jednak coś się dzieje. Widzę ją, przechodzimy obok siebie. Kiedyś tacy zakochani, teraz mijamy się bez słowa. Po chwili jednak nie wytrzymuję i obracam się. Ona robi to samo.
Uśmiecham się i już wiem, że tak miało być. Los przygotował dla nas właśnie taki scenariusz. Może kiedyś się jeszcze spotkamy. Nie wiem co będzie. Wiem, że będzie inaczej. Tylko pytanie jak bardzo?
~Fabian
***
Kochani, nie umiem pisać już takich rzeczy, więc po prostu..
DZIĘKUJĘ, KOCHAM WAS.
Napiszcie, jeśli byliście, to będzie dla mnie wielka nagroda..
Napiszcie, jeśli byliście, to będzie dla mnie wielka nagroda..
JEŚLI BY KTOŚ NIE ZROZUMIAŁ. AKAPIT PIERWSZY TO SYTUACJA Z ŻYCIA IRMINY I ARTURA. AKAPIT DRUGI ZAŚ, TO ŻYCIE FABIANA I MATYLDY.
~WASZA VOLLEYBALLDREAMS.