Nad ranem wstałam troszeczkę skacowana, a ból nóg dawał o sobie znać. Jego już nie było obok. Umyłam zęby, ubrałam się i zerknęłam za okno. Na dworze skwar nie odpuszczał. Wzięłam łyka wody, a następnie zjechałam na dół na śniadanie. Siedział tuż przy drzwiach.
- Dalej nie masz zamiaru się do mnie odzywać? - zapytałam, przysiadając się.
- O co Ci chodzi?
- Wyszedłeś rano bez słowa, tak samo zachowywałeś się w nocy, co ja mogę sobie myśleć? Nie mam pojęcia co się dzieje, możesz mi to wytłumaczyć?
- Nie budziłem Cię, bo spałaś, a ja zrobiłem się głodny, czy to takie straszne?
- Już Ci powiedziałam o co mi chodzi.
- Przesadzasz. Wczoraj byłem zmęczony.
- Fabian, znam Cię już trochę, nie wykręcisz się. Od momentu telefonu się tak zacząłeś zachowywać. Natychmiast mi powiedz co się dzieje, bo inaczej zabieram rzeczy i wracam do Polski.
- Przestań stawiać mi warunki! Tobie już zupełnie odbija.
- Mnie? To ty się zachowujesz tak, a nie inaczej.
Rzuciłam sztućcami o talerz i wyszłam na górę. Ani myślałam dłużej tam zostać. Spakowałam się i szłam właśnie na taksówkę.
- Zaczekaj! Przepraszam Cię, okej? Nie mam humoru ani siły się z Tobą kłócić. Zostań i tak nie masz jak wrócić.. Nie zachowujmy się jak dzieci.
- Kto tu się zachowuje jak dziecko? Ja? Ja właśnie zachowuję się jak dorosła, która nie ma zamiaru się kłócić z byle powodu i woli wyjechać, by nie pogarszać sytuacji.
- Irmina, daj spokój - złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie - przeprosiłem przecież. No już, nie złość się. Złość piękności szkodzi.
- Mnie już nic nie zaszkodzi - mruknęłam pod nosem i wtuliłam się w niego.
Dni w Japonii biegły jak szalone. Nim się obejrzałam, już wsiadaliśmy do samolotu powrotnego do Polski. Nie chciałam wyjeżdżać, bo spodobało mi się tam. Inna, zupełnie odmienna od naszej, kultura, język, krajobraz. Wszystko to tworzyło spójną i wspaniałą całość. Zrozumiałam dlaczego Drzyzga tak bardzo zafascynował się tym krajem.
Po dwudziestogodzinnym tym razem locie, wreszcie dotarliśmy do stolicy. Znów przestawienie się na starą rzeczywistość, czas, miejsce. Ciężko było tak funkcjonować. Staraliśmy się wszystko jakoś ze sobą pogodzić.
Nasz związek rozwijał się z dnia na dzień. Coraz lepiej się dogadywaliśmy w każdym aspekcie życia, co mnie cieszyło niezmiernie. Powoli zapominałam o reszcie świata. Siostra Arka wyszła ze szpitala, on sam się nią zaopiekował, a my nieznacznie pomagaliśmy. Tam spędzaliśmy większość czasu między moją pracą a obowiązkami domowymi. Ponadto chodziliśmy do kina, a nawet byliśmy na świetnej sztuce w teatrze razem z Kamilą i jej chłopakiem.
Lipiec się skończył, nadszedł sierpień. Dostaliśmy zaproszenie na jakieś wesele siatkarskie, jednak szczerze mówiąc, niezbyt mnie to cieszyło. Zamiast odpoczywać wieczorami, nawet tam będzie tysiące sportowców, a ja zapewne przeprowadzać będę z tego jakąś relację.
- Nie chcesz tam iść?
- A muszę?
- Lubię bardzo Piotrka, Kornelię też poznałem, świetna z niej kobieta. Myślę, że powinniście się poznać.
- Akurat na ich ślubie?
- A przeszkadza Ci to?
- Fabian.. - jęknęłam.
- Nie zmuszam Cię, tylko ładnie proszę.
Po wielu jeszcze dyskusjach, uległam ostatecznie, bo wiedziałam, że nie odpuści. Wesele miało się odbyć na początku września.
W połowie sierpnia wyskoczyliśmy jeszcze na kilka dni do Egiptu. Wielu mężczyzn się za mną tam oglądało, z czego się śmiałam, a Fabiana to wkurzało. Chcieli mnie nawet kupić za kilka wielbłądów, jednak nie uległ żadnej ofercie.
Poszukiwania odpowiedniej sukienki, pasującego do niej krawatu, koszuli i garnituru trwały cały miesiąc. Kiedy już coś mieliśmy upatrzone, nagle się okazywało, że nie ma rozmiaru, kroju, jest zepsute, lekko zabrudzone czy nie nadaje się na sprzedaż. Nie podobało mi się już to, jednak ostatecznie udało nam się coś połączyć przed samym ślubem.
Musieliśmy udać się do Rzeszowa, to właśnie tam miała się odbywać cała uroczystość. Zajechaliśmy tam na dziewiątą, więc mieliśmy trochę czasu na odpoczynek. Przespacerowaliśmy się po mieście, które notabene bardzo polubiłam.
- Jak Ci się podoba?
- Fajnie, fajne miasto, fajni ludzie, wszystko fajne.
- A znasz jakiś inny przymiotnik niż "fajny" w różnej odmianie? - zaśmiał się.
- Z pewnością jakiś fajny.. - parsknęłam śmiechem.
Potem pojechaliśmy do gospodarzy, a następnie powoli kierowaliśmy się za nimi w wyznaczone miejsca.
Sama ceremonia nie trwała zbyt długo. Niecałe czterdzieści minut później, robiliśmy sobie wspólne zdjęcie przed budynkiem. Potem wynajętymi samochodami przemieściliśmy się na salę. Bajecznie ustrojona, oddawała klimat zarówno miasta, jak i samej pary. Kornelia i Piotr to naprawdę zgrany duet, który zdecydowanie polubiłam.
Widząc tłum gości, próbowałam dojrzeć kogoś znajomego, jednak na niewiele stały się moje starania. Podano wykwintny obiad z dwóch dań i wspaniały deser. Potem pierwszy taniec młodej pary i zabawa do białego rana. Świetna atmosfera i genialna organizacja sprawiła, że aż chciało się przebywać na parkiecie. Kiedy usiedliśmy na kilka minut, żeby odetchnąć, Fabiana porwała Panna Młoda, której tego wieczoru można było wybaczyć wszystko.
- Wolne?
- Zajęte - nie odwróciłam się nawet, bo właśnie sięgałam po sok na drugi koniec stołu.
- Masz ochotę porozmawiać?
Zobaczyłam Wojtka. Przeraziłam się w tamtym momencie i aż upuściłam szklankę.
- Spokojnie, bez nerwów - zaśmiał się - poproszę kogoś, żeby to sprzątnął.
- Po co tu przyjechałeś?
- Piotrek to też mój znajomy, więc mnie zaprosił.
- Chcesz mnie pogrążyć? - zapytałam z wyrzutem.
- Nie, chcę po prostu porozmawiać.
- Nie mamy o czym.
- Wybrałaś?
- Przestań.
- Pytam tylko. Wiem, że nie jesteś z nim szczęśliwa, widzę to po Tobie.
- Nie wmawiaj mi niczego. Poza tym, nie mam zamiaru zamienić z Tobą więcej ani jednego zdania.
- Mogę iść prosto do Fabiana, ale chyba ten pomysł jakoś zbytnio Ci nie przypadnie do gustu.
Nie wierzyłam, że może być aż tak podłym człowiekiem. Zabrałam go na zewnątrz, żeby partner przypadkiem nie zobaczył nas razem.
- Mów po prostu czego chcesz.
- Usłyszeć Twoją decyzję. Dałem Ci trochę czasu, z pewnością już ją podjęłaś.
- Znowu chcesz burzyć mój świat? Dopiero go sobie na nowo poukładałam, a ty przychodzisz, rzucasz tekstem i..
- I co? I chcę, żebyś była szczęśliwa?
- Jestem szczęśliwa.
- Nie wątpię..
- To co było, nie ma dla mnie najmniejszego znaczenia. Nie wracam do tego, dla mnie to po prostu nie miało miejsca. Tyle.
- A dla mnie i owszem. Bo wiem, że to mnie chcesz. Ja chcę Ciebie, dlaczego zatem nie możemy być razem?
- Jesteś śmieszny - złapałam delikatnie palcami jego brodę - nigdy jeszcze nikt tak się przede mną nie płaszczył. Ale wiesz co? To dobrze, jesteś pierwszy. Pierwsi mają taryfę ulgową, więc nawet pozwolę sobie nic więcej Ci nie powiedzieć. Ale pamiętaj, jeśli zechcesz cokolwiek zniszczyć w moim życiu, nie zostawię na Tobie suchej nitki. Będziesz nikim w tym kraju. Nie zapominaj o tym, że mogę zrobić z Tobą co tylko chcę. Więc nie radziłabym.
Musnęłam jego usta swoimi i powoli, stukając głośno obcasami, wróciłam z powrotem do budynku. Po raz pierwszy w życiu to zrobiłam, ale nie mogłam pozwolić, by on doprowadził do rozpadu mojego związku z Fabianem. Za bardzo go kochałam.
Wesele trwało do siódmej rano. Do tego czasu wybawiłam się maksymalnie. Zarówno z moim mężczyzną, jak i z innymi, których niekoniecznie znałam lub kojarzyłam. Jeśli chodzi o Włodarczyka, to nie widziałam go później. Może to i lepiej. Myślałam sobie, że po prostu dotarły do niego moje słowa i sobie odpuścił. Wraz z innymi gośćmi spaliśmy w hotelu obok. Po krótkiej drzemce, zjawiliśmy się na poprawinach. W większości z bólem głowy, kacem, czy innymi obolałymi częściami ciała. Mały obiad, kolejne tańce i tak zleciał nam czas do wieczora, kiedy to pożegnaliśmy się z parą młodą.
- Dziękujemy Wam, było naprawdę bajecznie. Cieszę się, że Was poznałam, bawiłam się cudownie. Zapraszamy zawsze do stolicy - uśmiechnęłam się.
- To my Wam dziękujemy za przybycie. Teraz na dodatek to chyba się częściej będziemy widywać, więc tym lepiej, że się znamy - przytuliła mnie Kornelia.
- Częściej?
- No bo przecież Fa..
- Musimy już jechać, taksówka czeka. Jeszcze raz dzięki! - rzucił Drzyzga, ciągnąc mnie za rękę.
Pomachałam im i wsiadłam do auta, które właśnie podjechało. Jechaliśmy po swoje pod dom rodziców Piotrka.
- Powiesz mi co miała na myśli Nowakowska? - spytałam wreszcie, wchodząc do domu.
- Nie wiem, jej trzeba było spytać.
- Spytałabym, jakbyś wtedy mnie nie pociągnął do samochodu.
- Śpieszyłem się, chciałem być jak najszybciej w domu, czuję się bardzo wykończony, więc po prostu dasz mi dzisiaj odpust, dobrze?
- Dobrze - pocałowałam go i skierowałam się do kuchni.
Rozumiałam jego zmęczenie, bo sama padałam z nóg. Nie miałam już siły na żadne kłótnie, dopytywania i śledztwa. Położyłam się chwilę później obok niego i niemal od razu Morfeusz porwał mnie w swoje objęcia, prowadząc ku lepszej krainie.
Przyszedłeś.
Tym razem już bez zbędnych dodatków od razu przechodzisz do tego,
co Ciebie interesuje.
Poddaję Ci się w całości.
Nasze ciała współgrają, tworząc przepiękną całość.
Po kilku godzinach szalonej pogoni za sobą,
Po raz kolejny opadamy zdyszani na łóżko.
Lubię ten moment.
Wtedy znów wiem, że mogę mieć wszystko,
bo mam Ciebie.
Teraz.
Zakochałam się w twórczości Arctic Monkeys i Aviciego < 3 Choć przyznam, że nie wszystkie kawałki lubię, to naprawdę teraz się od tego uzależniłam i w moim telefonie na playlistach tylko to króluje :D A jak z tym u Was?
Smutno mi się robi jakoś, wiecie?
Sentymentalnie, nienormalnie..
Idę spać, żeby jutro też coś dla Was mieć.
Trzymajcie się.
Całuję,
Kinga.
PS Cieszą mnie nominacje do Liebstera i tak dalej, ale nie mam czasu się w to bawić, za co serdecznie przepraszam :c
I teraz mam rozkmine, czy Fabian zachowa się tak jak Włodi przed laty i wyprowadzi się do innego miasta w pogoni za karierą nie zwracając uwagi na Irminę. Czy może uda mu się ją namówić na wspólny wyjazd o idę będzie chciała. Teraz wiadomo skąd to dziwne zachowanie u niego. Boziu, jakie to nieskładne;D
OdpowiedzUsuńPozdrawiam;*
A to wszystko wyjaśni się już za niedługo.. (:
UsuńPozdrawiam:*
Jejku szkoda, że tylko 2 rozdziały i koniec ;C Świat Irminy staje się coraz bardziej pokręcony :P Czekam na happy end :) Buziaki / Izzy
OdpowiedzUsuńNo tak to czasem bywa.
UsuńBuziaki.
Ale się mąci tutaj wszystko. Oby tylko Fabian nie zostawił Irminy samej. Jeśli to zrobi to już jest pewne, że każdy siatkarzyna jest taki sam. Liczą się dla niego pieniądzę, a nie uczucia innych ludzi ;/
OdpowiedzUsuńZapraszam do siebie ;*
http://jedyniecomogeciobiecac.blogspot.com/
Mąci się, jak w każdym moim opowiadaniu.. :D
UsuńPozdrawiam:*
Rozdział świetny jak zwykle z resztą :D Szkoda że juz tylko 2zostaly do konca :( buuu.... :( nie chce tak.Pozdrawiam! DOROTA
OdpowiedzUsuńNo niestety :cc
UsuńBuziaki.
Szkoda, że już tak blisko końca, ale mam nadzieję, że będzie wszystko super na finiszu :) ~Ann
OdpowiedzUsuńW końcu "coraz bliżej święta.." (:
UsuńOooo, czyżby ślub Kornelii i Piotrka w twoim opowiadaniu to jakieś proroctwo względem 'The best..' ? :D bo jeśli tak to bardzo by mnie to ucieszyło :D
OdpowiedzUsuńTak to ja sobie wymyśliłam, licząc, że moja kochana Kasia mnie posłucha, wobec tego.. :p
UsuńKasia rozpatrzy Wasz wniosek i decyzję przekaże 26 grudnia ;)
UsuńZatem Kinga jest baaaaaardzo uradowana, że Kasia wniosek rozpatrzy:**
UsuńNienienieneine, zabije cię, szykuj tą szarlotkę, bo już jestem w połowie drogi, do Ciebie :)
OdpowiedzUsuńNo też Piotrek i Kornela to mi się skojarzyło z The best...
Nie kończ tego jeszcze,_> będę płakać, cały czas, a nie mogę, bo mam drogi tusz za 20 zł ...
Kurdę jak Fabian zrobi jak Włodarczyk to idę po wyjściu od ciebie z buta do rzeszowa, i go zabijam nożem do kotleta. Obiecuje
Siedzisz na białej ławce za ogromnym domem tępo wpatrując się w naprzeciwległe Cię kwitnące drzewo wiśni, które wygląda oszołamiająco. Chciałabyś znów poczuć cierpki i kwaśny smak owocu. Znów pluć pestkami gdzie popadnie.
Zapraszam na prolog http://let-me-go1.blogspot.com/
Pozdrawiam Anka
Znalazłam Ci nawet bezpośredni pociąg z Krakowa do Łodzi :D
UsuńMoże Ci mam w ramach prezentu wysłać nowy?
Nie obiecuj nic.. :p
Pozdrawiam:*