- No brawo, wiedziałem, że dasz radę! - mocniej mnie przytulił.
Ze szczęścia zabrałam go do najbliższego pubu, mimo jego sprzeciwów
- To co, piwo?
- Nie mogę, jutro mam ważne rzeczy do zrobienia. Praca mi nie pozwala.
- Ej, stary, wyluzuj. No ze mną się nie napijesz? - zrobiłam minę, jak kot ze Shreka.
- Niestety..
- To jak ty uczcisz mój sukces?
- Na szampana się skuszę - uśmiechnął się.
Zamówiłam więc owy trunek i chwilę później już stukaliśmy się kieliszkami, unosząc je wysoko.
- Za sukces?
- Za Twój sukces - podkreślił
Następnie wzięliśmy łyka do ust i zagłębiliśmy się w rozmowę o rzeczach przyziemnych. Nawet nie zauważyłam jak szybko minęło tyle czasu, że nadszedł wieczór. Zebraliśmy się i na pieszo, spacerem, tak jak przyszliśmy, tak też wróciliśmy do domu. Po drodze ciągle się śmialiśmy, wygłupialiśmy. Przy nim czułam się dobrze i bezpiecznie.
Z minuty na minutę stawał się dla mnie kimś ważnym. Pytanie tylko jak ważnym?
Wieczór spędziliśmy w jego mieszkaniu, oglądając komedię. Przed dwudziestą trzecią zebrałam się do siebie.
- Dzięki.
- Nie ma za co nawet.
- Za to, że przy Tobie zapominam o przykrościach.
- Taki mam charakter - uśmiechnął się.
Pożegnaliśmy się, a ja potem próbowałam zasnąć, bo następnego poranka czekały mnie ciężkie zajęcia aż do wieczora.
- Dostawa świeżego pieczywa, śpiochu - usłyszałam nad sobą głos.
- Jak dorzucisz kilka godzin więcej snu, to Cię zatrudniam do bycia tylko moim.
- Przy mnie, to byś szybciej mniej spała, aniżeli więcej - zaśmiał się.
- Idiota - rzuciłam na ślepo poduszką.
- Szczery jestem, to źle?
- Nie no, idealnie.
Postawił zakupy w kuchni, zrobił śniadanie, kawę i czekał do momentu, w którym wyszłam na dobre z łóżka.
- Przez Ciebie zaraz się do pracy spóźnię!
- Przeze mnie? A kto Ci tu kazał tyle siedzieć?
- Inaczej nie poszłabyś na zajęcia.
- I dobrze. Muszę sobie wyrobić w ogóle nawyk zamykania drzwi na klucz.
- To bym się na dzwonku uwiesił. Bardziej bolesne dla uszu - zaśmiał się.
- A spróbowałbyś tylko..
- Mogę jeśli chcesz.
- Idź ty już lepiej do tej pracy, bo Cię szef zabije, wyrzuci z firmy, mnie potem ty i zobacz ile śmiertelnych ofiar będzie.
- Przeżyjemy.
Dopił łyka mojej kawy i uciekł. Ja zaś leniwie zebrałam do torebki rzeczy i również wyszłam.
- Cześć tatuś, jak tam? - odebrałam przez bluetootha podczas jazdy.
- No hej córcia, jakoś sobie radzimy, a ty?
- Raz lepiej, raz gorzej, ale daję radę, a to najważniejsze. Kiedy przyjeżdżacie? - zapytałam ucieszona, bo zawsze ich telefon zwiastował przyjazd.
- No właśnie, po to dzwonię..
- Stało się coś? - przestraszyłam się.
- Widzisz.. Popadliśmy w małe kłopoty finansowe.. Nie jesteśmy w stanie Cię dłużej opłacać. Wiem, że obiecaliśmy Ci to do końca studiów, ale musisz nas zrozumieć.. Nie mamy innego wyjścia. Firma się sypie, długi rosną..
Wiedziałam, że to poważne, bo w przeciwnym razie nawet nie pisnęliby słówka. Rozumiałam ich i przyjęłam to do wiadomości. Pożegnałam się i przekroczyłam próg uczelni. Przez cały dzień szukałam sposobu na szybki zarobek. Musiałam w końcu opłacić mieszkanie, spłacić kartę kredytową i za coś żyć na co dzień.
Co miesiąc dostawałam dwa tysiące i to wystarczało mi na wszystko. Jednak kto gdziekolwiek mi od ręki tyle da? Zaczynałam się coraz bardziej martwić.
- Hej Księżniczko, wyskoczymy na to obiecane piwo? - zadzwonił Fabian, kiedy właśnie wychodziłam z budynku.
- Nie ma opcji, nie dziś. Mam do rozwiązania kilka problemów.
- A cóż to się stało?
- Nic ważnego. Nie mogę gadać, zadzwonię kiedy indziej. Pa.
Z zajęć pojechałam prosto do jednej z galerii. Pracowała tam moja dobra znajoma z dzieciństwa. Miałam nadzieję, że coś dla mnie znajdzie albo jakoś pomoże. Niestety się przeliczyłam, bo ona sama ledwo coś znajdowała. Zrezygnowana wysłałam trochę CV do różnych firm i czekałam na odpowiedź.
Na studiach zostały mi niecałe dwa miesiące, więc ostatecznie mogłam je jakoś dokończyć, starając się pogodzić wszystko ze sobą.
Kelnerka, pomoc kuchenna, hotelowa, każda możliwość już wchodziła w grę.
Minęło kilka dni, jednak nikt się nie odzywał. Nadszedł upragniony weekend, więc wyruszyłam po różnych galeriach i firmach, zostawiać swoje namiary.
- A Ciebie gdzie znów wywiało? - Fabian nieustannie próbował się ze mną skontaktować.
- W mieście jestem.
- Mieliśmy się dzisiaj widzieć. Obiecywałaś mi to przez cały tydzień - jęknął.
- Oj no przepraszam, może jutro. Muszę kończyć.
Zbyłam go. Oczywiście, naprawdę zajęta byłam szukaniem tej cholernej pracy, jednak to nie jedyny powód moich uników. Bałam się, że zaczynam coś do niego czuć. Nie mogłam się zakochać. Nie teraz, nie w nim.. Po prostu nie.
Wróciłam dopiero wieczorem panięta do domu. Nie marzyłam na ten moment o niczym innym, jak o prysznicu i wygodnym łóżku.
- Nieładnie tak mnie unikać - usłyszałam za plecami, kiedy szukałam czegoś do picia w jednej z kuchennych szafek.
- Czy ty chcesz, żebym ja zawału dostała? - podskoczyłam.
- Chcę, żebyś przestała przede mną uciekać.
- Ale ja nie uciekam - zapierałam się.
- To dlaczego, chociaż siedziałaś w domu, nie otwierałaś mi drzwi?
- Nie było mnie.
- Nie kłam. Samochód stał na parkingu. Ty się nigdzie bez niego nie ruszasz, więc nie ma innej opcji, niż ta - podkreślił.
- Śledzisz mnie?
- Nie, po prostu się martwię. O Ciebie, o Twoje zdrowie, życie, o naszą znajomość.. O wszystko zwyczajnie.
- Spokojnie, przecież nic się nie dzieje.
- Dzieje się, ale nie chcesz mi powiedzieć, a ja nawet nie znam powodu, dla którego coś przede mną zatajasz.
- To nie tak..
- A jak?
Popatrzył mi głęboko w oczy.
- Naprawdę się martwię..
Złapał mnie za rękę i niebezpiecznie zaczął się zbliżać. Jego wzrok i dotyk jednocześnie, powodowały u mnie coś, czego dawno nie czułam. Nawet w związku z Arturem tego nie miałam. Szybko się odsunęłam i odwróciłam, próbując cokolwiek zmienić i jeszcze ratować tę sytuację, która wymykała się spod jakiejkolwiek kontroli.
- Muszę znaleźć pracę, zaliczyć studia. Zwyczajnie mnie to przytłacza.
- Do tej pory jakoś dawałaś radę.
- Nie pracowałam, bo opłacali wszystko moi rodzice. Żyłam jak chciałam, niczym się właściwie nie przejmując. Teraz się to zmieniło.
Wciąż stałam tyłem do niego, bo szukałam ucieczki. Ucieczki od czegoś, co i tak zapewne musiało nadejść. Jednak wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak szybko się to zmieni..
- Czy to takie trudne mi powiedzieć? Przecież zawsze chcę Ci pomóc, w każdej możliwej dziedzinie, więc czemu teraz się nie zwróciłaś do mnie?
- Nie chciałam Cię obarczać jakimiś moimi problemami.
- Twoje problemy, to moje problemy. Pamiętaj.
Potem zmieniłam temat. Zrobiłam kakao i z nim usiedliśmy w salonie. Długo rozmawialiśmy, a on wciąż drążył temat pracy. Starał się znaleźć jakieś wyjście z sytuacji, a ja ciągle uciekałam wzrokiem. Nie mogłam mu spojrzeć w oczy.
- A nie myślałaś o pracy w zawodzie?
- To znaczy?
- Dotychczas, z tego co opowiadałaś, szukałaś pracy wszędzie, ale nie tam, w jakim kierunku się uczysz. Dlaczego nie dziennikarstwo?
- A gdzie ja znajdę takie coś? - machnęłam ręką.
- Jest tysiące redakcji, które przyjmą wyuczonego studenta z otwartymi ramionami. A już szczególnie tak uroczą studentkę.
- Dziennikarz to dla mnie telewizja, a nie jakaś prasa czy internet.
- Wolisz siedzieć na tyłku i nie mieć nic, czy jednak coś zmienić?
- Nigdzie i tak nie znajdę.
- Daj mi kilka dni do działania, a zapewniam Cię, że dostaniesz niejedną propozycję osobistą. To jak, umowa stoi?
I tak wiedziałam, że mu się nie uda, ale pomimo tego i tak się zgodziłam.
Ostatecznie w środku nocy się pożegnaliśmy. Ja poszłam spać, on najpewniej też.
Byliśmy razem tacy szczęśliwi, mieliśmy gromadkę swoich cudownych dzieci i w ogóle było tak cudownie.
Tylko dlaczego to wszystko sen?!
Kolejnego poranka wstałam ze złym humorem, bo moja wyobraźnia, płatała mi coraz to gorsze figle. Napiłam się kawy i poszłam pobiegać. Potem wzięłam prysznic, przebrałam się i jak to w niedzielę, tradycyjnie poszłam do Kościoła. Kiedy wracałam, wpadłam na Fabiana.
- No hej, jak się czujesz? - przytulił mnie.
- Całkiem, a ty?
- Dobrze, dobrze. Mam dla Ciebie dobrą wiadomość.
- Jaką?
- Znalazłem Ci pracę.
- Nie..
- Tak - uśmiechnął się.
- Gdzie?
- W redakcji w centrum. Chętnie przyjmą studentkę dziennikarstwa. Dałem im Twoje namiary, mają się skontaktować. Pracuje tam moja znajoma, która chętnie z Tobą będzie współpracowała i wprowadzała w świat szeroko pojmowanych mediów.
- Nie wierzę.. - zaczęłam piszczeć - jesteś niemożliwie i genialnie wspaniały! - rzuciłam mu się na szyję.
On mnie podniósł i mocniej do siebie przytulił . Poczułam się wtedy tak dobrze..
Już następnego dnia umówiłam się na rozmowę, przeszłam dzień próbny i mogłam zaczynać. Praca nie koniecznie stacjonarna, mogłam pisać w domu, ale musiałam podsyłać wszystko terminowo. Zaczęłam od mniejszych kolumn, zwykle na spółkę z kimś, jednak mi to nie przeszkadzało. Wynagrodzenie może nie powalało, jednak jak na wstępną umowę, tysiąc sześćset miesięcznie na rękę, mnie całkiem satysfakcjonowało.
Nawet się nie spostrzegłam, kiedy minął miesiąc, dostałam pierwszą wypłatę, zaliczałam terminowo na studiach i wszystko się układało. Dostałam w gazecie awans na pełnoprawnego redaktora i moim pierwszym zadaniem było skompletowanie materiału do artykułu pod tytułem " Warszawa - potęga wśród sportowców z Polski". Musiałam odwiedzić kilka stołecznych klubów, popytać, porobić wywiady i napisać pierwszy, poważniejszy i samodzielny felieton na ten temat. Bardzo się ucieszyłam, kiedy wyszłam z tą informacją od szefa i od razu zaczęłam działanie. Wykonałam kilka telefonów, umówiłam się na spotkania i zaczęłam poważniej się do tego zabierać. Wzięłam dwa dni wolnego na uczelni, żebym mogła wszystko sobie naszykować, bo nie miałam zbyt długiego terminu.
Doskonałą okazją okazał się być mecz Legii Warszawa z Lechią Gdańsk. Gospodarze chętnie się zgodzili powiedzieć kilka słów, a i od gości zebrałam kilka opinii, żebym miała porównanie jak to jest w innych miastach. Kolejnym moim przystankiem były mniejsze kluby, a ostatecznie zaliczyłam też spotkanie siatkarskie pomiędzy AZS Politechniką Warszawską, a PGE Skrą Bełchatów. Dostałam akredytację, więc spokojnie stojąc z boku, obserwowałam wychodzących siatkarzy. Po chwili wmurowało mnie w ziemię. I to podwójnie.
Najpierw fakt, że mój sąsiad pojawił się na parkiecie, a potem, że ktoś tak dla mnie niegdyś ważny, zajmuje się tym na poważnie i też wyszedł boisko.
- To niemożliwe.. - powiedziałam do siebie i próbowałam zrozumieć sytuację.
Przechodzisz obok, czuję znów zapach Twoich perfum. Tak cudownie niepowtarzalny. Zaciągam się nim kolejny raz i staram zapamiętać na następne minuty czy godziny bez Twojej obecności. Błyszczące oczy szukają czegoś lub kogoś wzrokiem. Mam ochotę powiedzieć "halo, to mnie szukasz, tu jestem!" ale po chwili sama się dyscyplinuję i uspokajam.
Obyś kiedyś zrozumiał. Obyś nigdy nie żałował. Obym nigdy nie przestała wierzyć.
Jak Wam się to podoba..? (: Ja powiem Wam, że pisanie odręczne jest może wygodne, kiedy mam pomysły w szkole i muszę gdzieś je zapisać, ale potem katorgą jest znalezienie momentu wolnego na przepisanie tego na komputer.. Dlatego tyle trwało zanim dodałam, za co serdecznie przepraszam.
Aktualnie dopakowuję ostatnie rzeczy i wyruszam w rodzinne strony, gdzie nie byłam od końca sierpnia. Czy wy też tak tęsknicie za rodziną, jak ich długo nie widzicie? Bo ja cholernie i już się nie mogę doczekać, żeby przytulić mamę, tatę, czy nawet pobyć we własnym pokoju, wśród moich siatkarskich gadżetów..
Ech, zostawiam Wam to co napisałam i mam nadzieję, że tłumnie przybędziecie czytać i komentować.
Wysyłam buziaki i gorące pozdrowienia, na ocieplenie trochę tej zimnicy panującej na dworze (i pomyśleć, że ja jeszcze jadę w góry, gdzie jest 3 razy zimniej teraz niż na mojej wiosce.. ) :*
Zaczyna się robić ciekawie :) czekam na następny :)
OdpowiedzUsuńA ty pamiętaj , że masz na siebie uważać :*
Kocham CIę Pysia <3 /Lidka
Pamiętam, pamiętam.
UsuńJa Cię też :*
ojj trzeba było się naczekać na nowy rozdział, ale było wartp :) ~ Ann
OdpowiedzUsuńCieszę się, że jednak warto (:
UsuńBardzo fajny i ciekawy rozdzial :D
OdpowiedzUsuńw sumie co do Fabiana dziwne chyba nie było, ale dla niej możliwe.. :D
OdpowiedzUsuńdobrze, że chociaż dostała prace, i będzie to jakoś, zresztą ma zawsze Fabiana, który jej pomoże. :> oj, zaczyna się cooo raz baaardziej robić ciekawię, lubię to!:>
ściskam :*
btw. jeśli możesz informuj mnie na Wronce czy na gadu, bo chcę być na bieżąco, a zapominam żeby tutaj wejsc;c gadu: 48622048 c:
UsuńJasne, będę Cię informować :*
UsuńCałuje:*
Wcale jej się nie dziwię. Zareagowałabym tak samo, gdybym zobaczyłam mojego sąsiada jako siatkarza. Chociaż nie ... Znając mnie, wiedziałabym że jest siatkarzem od razu jak się wprowadzi xD Jednak kojarzę wszystkich z pobliskich drużyn siatkarskich :D Pozdrawiam i czekam na następny :*
OdpowiedzUsuńOna po prostu nie interesuje się takimi rzeczami.. (:
UsuńPozdrawiam:*
Artur i Fabian po przeciwnych stronach siatki? sąsiad siatkarz - byłoby idealnie :D
OdpowiedzUsuńcoś mi się zdaje, że dojdzie do jakiegoś spięcia między tą trójką :D
Pozdrawiam i zapraszam:
imaginavite.blogspot.com/
Wszystko jest możliwe.. (:
UsuńPozdrawiam (:
No nie spodziewałam się czegoś takiego :) Dowiedzieć się, że sąsiad to siatkarz. Żeby tak było byłoby to świetnie. No to Fabian zaskoczył swoją sąsiadkę tym czym się zajmuje.
OdpowiedzUsuńCieszę się że zaskakuje (:
Usuńno to się poukładało...
OdpowiedzUsuńczekam na więcej :D
Już niedługo (:
UsuńTak własnie czekałam na moment, w którym się okaże, że Fabian jest siatkarzem. Ale że jej były też jest? Tego się nie spodziewałam :) Jestem ciekawa co będzie dalej. Mam nadzieje, że nie będzie zła na Drzyzgę, że jej nie powiedział o tym fakcie.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
[faith-hope-volleyball.blogspot.com]
Nic nie jest przesądzone (:
UsuńPozdrawiam (:
Hej! Rozdział świetny jak zwykle z resztą.Bardzo podoba mi sie to opowiadanie i czekam na dalsze losy Irminy :) pozdrawiam cieplutko :* Dorota
OdpowiedzUsuńCieszę się że Ci się podoba (:
UsuńPozdrawiam :*
Eeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeej, znowu objawia się moje komentowanie po paru dniach xd Tu niedługo nowy rozdział, a ja dopiero komentarz xd Mówi się trudno :P
OdpowiedzUsuńWięc jest jak zawsze świetniee i wgl i wgl :P Dobra, nie mam weny do komentowania dzisiaj :P
Taki wystarczy ? :D <3
Suuuuuuaba jesteś, noo.
UsuńTy to weny nie masz nigdy xD
:*
Oooooooooooo, jaki soczysty pocisk :D Uczysz się od mistrza widzę :D
UsuńMatka wie lepiej!
Usuńbardzo lubie! ;)
OdpowiedzUsuńCieszę się (:
UsuńRozdział super! Czekam na więcej! Buziaki ;* / Izzy
OdpowiedzUsuńCieszę się, niedługo nowość (:
UsuńBuziaki:*
Napiszę tylko Fabian <3 i tyle :D Jak jest Fabian to jest super hah nie no ,ale bardzo pozytywny i fajnie ,fajnie się rozkręca :)
OdpowiedzUsuńHaha, wiedziałam! :D
UsuńKiedy można się spodziewać na stępnego rozdziału
OdpowiedzUsuńDodany (:
UsuńKiedy nowy ? Bo czekam z niecierpliwością :D
OdpowiedzUsuńJuż dodany (:
Usuń