- Kotek, możemy tak już na zawsze?
- Tak, to znaczy jak?
- Tak dobrze i beztrosko.
- Mnie też odpowiada - pocałował mnie w czubek głowy.
- To niech tak będzie.
Wtedy jeszcze nie wiedziałam niczego. Myślałam, że takie życie może być wieczne, a miłość szczera i prawdziwa do końca świata. Myślałam.. Powinnam przestać myśleć.
Kolejnego dnia poszliśmy na obiad po mojej pracy. Wybrał jedną z moich ulubionych restauracji.
- Jest jakaś okazja?
- A zawsze musi być okazja?
- Nie chodzimy na obiady od tak.
- Przestań, tak po prostu.
Kiedy prawie kończyliśmy jeść, tym razem na moje pytanie o cel, odpowiedział inaczej.
- Wiesz..
- Mhm, już zaczyna się obiecująco.. Gadaj - zaśmiałam się.
- Sezon się zaczyna już niedługo.
- No, coś tam słyszałam. Co w związku z tym?
- Trener z Warszawy nie przedłużył ze mną kontraktu - powiedział na jednym oddechu.
- Przykro mi..
- Jednak mam propozycję.. Z Rzeszowa.
- I? - zapytałam zdezorientowana.
- I ją przyjąłem. Od piątku mam zacząć treningi.
- A co z nami?
- Chcę, żebyś wyjechała ze mną.
- Nie ma nawet takiej opcji! - podniosłam głos.
- Zrozum, dla mnie gra w Resovii to jak gwiazdka z nieba. Nigdzie nie nauczę się tyle, co tam. Pojedziesz ze mną, znajdziemy Ci jakąś redakcję i poradzimy sobie. Razem, we dwójkę.
- Nie, nie zgadzam się!
- Ale Irmina..
- Nie! - wykrzyknęłam i wybiegłam z lokalu.
Już raz coś takiego miałam, więcej przechodzić nie chciałam. Bardzo szybko przyjechałam do domu i zamknęłam się na kilka zamków. Nie chciałam go widzieć. Zraniło mnie to chyba bardziej niż cokolwiek innego na świecie.
Dobijał się do mnie przez kilka dni. Dzwonił, pisał. Ja zaś w ogóle się zabrałam z mieszkania, nocowałam u Kamili. Nadszedł piątek wieczór. Wróciłam do domu i chciałam sprawdzić, czy wyjechał. Wzięłam klucz, który miałam i powoli przekręciłam w zamku. Światła pogaszone, głucho i ciemno wszędzie. Zerknęłam do szafy. Zobaczyłam dwie koszulki wiszące samotnie na wieszaku. Wzięłam jedną z nich i usiadłam na łóżku. Zaciągnęłam się zapachem, a po policzkach spłynęły strużki łez. Nie mogłam zrozumieć dlaczego los po raz kolejny zsyła na mnie właśnie coś takiego. W pogoni za karierą nie patrząc się na nic.. Nie wierzyłam w to wszystko..
Odłożyłam rzeczy na miejsce i po raz ostatni zerknęłam za siebie. Ze smutkiem zamknęłam drzwi. Otworzyłam okno na klatce schodowej i ile sił w rękach, rzuciłam kluczem, głośno przy tym krzycząc. Zapłakana wróciłam do swojego mieszkania i nakryłam się mocno kocem. Nie chciałam nigdzie wychodzić, nic robić. Znów wróciłam do stanu sprzed kilku lat.
Wzięłam tydzień wolnego chorobowego w pracy. Wyjechałam nad morze, próbując zapomnieć o całej sytuacji. Miałam nadzieję, że tamto powietrze dobrze na mnie podziała, odprężę się i choć trochę zregeneruję siły.
Jako swój kierunek obrałam Gdańsk - najbardziej lubiłam to miasto i miałam stały nocleg. Wrześniowa pogoda o dziwo jeszcze niezbyt jesienna, sprawiła, że mogłam spędzać sporo czasu na plaży.
- Przepraszam, można? - usłyszałam, kiedy leżąc na brzuchu prawie zasypiałam.
- Jeśli Pan musi - odsunęłam się kawałek.
Na plaży tysiące miejsc, ale nie, trzeba było zająć moją przestrzeń i wpakować się na siłę.
- Szkoda, że już nie poznajesz nawet swojego kolegi..
- Jakiego kolegi?
Odwróciłam się i zobaczyłam Marcina, mojego dobrego znajomego z czasów, kiedy w Gdańsku potrafiłam spędzać całe wakacje.
- Jak mnie tu znalazłeś? - przytuliłam go.
- Takiego ciała się nie zapomina - zaśmiał się.
- Ale przecież skąd wiedziałeś, że akurat tu będę i w ogóle..
- Ma się swoje kontakty.. - poruszał brwiami.
- Nigdy nie przestaniesz mnie zadziwiać..
Potem zabrał mnie na kawę.
- Jak z Arturem?
- Nijak, nie jesteśmy już razem.
- Jak to?
- Normalnie.
- Czemu się rozstaliście, jeśli można wiedzieć?
- Można, ale sama chciałabym to wiedzieć. Zerwał ze mną przez sms-a. Nie raczył nawet mi niczego wyjaśnić.
- Co?! Nie wierzę.
- To uwierz. Mówię Ci serio.
- Przecież.. Co za człowiek.. Brak mi słów.
- Spoko, już przywykłam.
- A teraz?
- Co teraz?
- Masz kogoś?
- Długa historia. Aktualnie już nie.
Do oczu napłynęły mi łzy, jednak powstrzymałam się i szybko przeszłam na inny temat. Nie chciałam wracać do sprawy zarówno z Arturem jak i z Fabianem. Dzięki obecności Marcina czułam się lepiej. Wyjazd zatem mi się udał. Pełna sił i werwy wróciłam do pracy. Starałam się skupić bardziej na przyziemnych rzeczach niż na przeszłości. Kiedy powoli zapominałam o wszystkim, musiało się oczywiście zdarzyć coś, co mi o tym przypomniało.
- Pani Irmino, doskonale wiem, że jest Pani świetnym pracownikiem. Dodatkowo widzę, że ma Pani w sobie cechy dobrego organizatora. Mam dla Pani propozycję. Nasza gazeta rozrasta się z oddziałami
i jeden taki pozostaje bez opieki. Chciałabym, żeby to Pani tam zasiadła na stanowisku kierowniczym i pomogła.
- To dla mnie spory zaszczyt..
- Oddział znajduje się w Rzeszowie.
- Słucham?
- Oddział znajduje się w Rzeszowie - powtórzyła przełożona.
Próbowałam wytłumaczyć, że to niemożliwe.
- Pani Irmino, ja wiem, że to szok..
- Nie ma opcji. Przepraszam.
Wybiegłam z płaczem, chowając się w łazience. Spędziłam tam kilka dobrych minut. Potem wróciłam i przeprosiłam za zachowanie.
- Niech chociaż tam Pani jedzie, zobaczy, obejrzy.Wtedy przekaże mi Pani swoją decyzję. Może tak być?
- Kiedy ja wiem, że..
- Bardzo Panią proszę..
- Dobrze, pojadę.
Nie wiem czemu się zgodziłam. Nie chciałam chyba, żeby szefowa już od początku mojej kariery zawodowej się na mnie wkurzała.
Wieczorem Kamila wyciągnęła mnie na kręgle. Kiedy świetnie się bawiłyśmy, zauważyłam kogoś znajomego.
- Już się nie ukrywasz? - podeszłam do Artura, stojącego przy wejściu.
- Nigdy się nie ukrywałem.. Pięknie wyglądasz, cześć w ogóle - nachylił się, żeby mnie pocałować.
- Tak się zachowałeś i jeszcze w taki sposób się ze mną witasz? - zapytałam z niedowierzaniem - ty chyba sobie ze mnie żartujesz.
- Wyluzuj, dziewczyno. Kiedy to było..
- Niedawno, ja nie zapomniałam! Nawet głupiego przepraszam nie usłyszałam.. Bo przecież zerwanie przez sms-a to takie normalne..
- Irminko, kochanie..
- Nie mów tak do mnie, naćpałeś się czegoś?!
- Ja Ci wszystko wyjaśnię..
- Nie chcę już teraz Twoich wyjaśnień. Chcę tylko, żebyś wiedział, że nigdy Ci nie wybaczę. Jesteś zwykłym dupkiem - sięgnęłam po sok stojący obok na stoliku i jednym ruchem oblałam go zawartością szklanki.
Oszołomiony nie wiedział co się dzieje. Ja zabrałam rzeczy i opuściłam budynek. Zdenerwowana chodziłam w kółko i powtarzałam sobie kilka rzeczy, próbując sobie to jakoś poukładać w mojej małej głowie.
- Uspokój się już, no proszę Cię - przytuliła mnie przyjaciółka - co ty się będziesz jakimś palantem przejmować?
- Ten palant był i ciągle jest najważniejszy w moim życiu, rozumiesz? - ledwo wymówiłam ostatnie słowa, bo wybuchnęłam głośnym lamentem.
- A Fabian?
Kolejne imię podziałało zamiast lepiej, to jeszcze gorzej, więc już w ogóle nie mogłam się uspokoić. Ona wpadła dopiero na to co powiedziała i sama trzasnęła się w głowę za to. Wsadziła mnie do auta i razem odjechałyśmy w stronę mojego domu.
- Zostaję dziś u Ciebie - zarządziła - obejrzymy coś w telewizji, pośmiejemy się, odpoczniemy od całego zamieszania.
- Nie wiem czy mam na tyle sił.. - usiadłam z pudełkiem chusteczek.
- Masz, masz, zdecydowanie więcej.
I tak spędziłyśmy razem wieczór. Kolejnego poranka przyjaciółka zrobiła na śniadanie jajecznicę, a potem uciekła do chłopaka. Kiedy i ja zbierałam się na zrobienie czegokolwiek pożytecznego, zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Artur?! - zdziwiłam się.
- Mogę wejść? Proszę, nie zamykaj drzwi. My musimy porozmawiać. Ja nie mogę tak dłużej, to nie na moje nerwy.
Ostatecznie go wpuściłam i zostawiłam w salonie, robiąc kawę.
- Proszę, słucham.
- Nie wiem od czego zacząć..
- Od początku najlepiej - wzięłam łyk parującego napoju.
Opowiedział, że zrobił największy błąd życia, że bardzo tego żałuje. Mówił dlaczego tak postąpił, próbował się usprawiedliwiać. Wiecie, nawet złapało mnie to za serce. Taka przejmująca była ta jego mowa.
- Nie zasługuję na wybaczenie, nawet nie śmiałbym o to prosić.. Jedynie chciałem, żebyś wiedziała wszystko. Teraz będzie mi lepiej, lżej na pewno. Pójdę już..
- Powiedziałeś, co miałeś do powiedzenia i zwiewasz? Nic się nie zmieniłeś, wciąż nie słuchasz co się do Ciebie mówi. Nie chcesz nawet wysłuchać drugiej strony.
- Ale..
- Nie przerywaj. Wiesz jak cholernie mnie to wszystko zabolało?! Zdajesz sobie z tego sprawę?! Nie mogłam uwierzyć, że człowiek, któremu poświęciłam najlepsze lata swojego życia odchodzi od tak, przez sms'a. To chore. Potem, kiedy już się pozbierałam, zjawiasz się ponownie i rozwalasz ponownie mój świat do góry nogami. Myślisz, że to proste przyjąć to co mi powiedziałeś - łzy ciekły strumieniem - nawet nie możesz sobie wyobrazić ile mnie to kosztowało. Kochałam Cię, potrzebowałam, tęskniłam.. A ty nawet nie miałeś na tyle odwagi, żeby przyjść i powiedzieć mi "wiesz, słuchaj, mam kogoś. Nie mogę jej zostawić, jest lepsza niż ty. Przepraszam". Takie jedno głupie zdanie. Jedno najważniejsze słowo - przepraszam. Przez tyle czasu nie potrafiłeś tego uczynić..
- Nie mogłem się pozbierać. Byłem tchórzem, przyznaję się. Nie wiedziałem i nie chciałem się dowiedzieć jak się zachowasz i co będziesz czuła.. Wszystko robiłem, żeby to mnie było dobrze. Nie Tobie. Wiem, zawaliłem wszystko na całej linii.
- Gratulacje, że wreszcie to zrozumiałeś.
Rozmowa trwała bardzo długo. Wyrzucaliśmy sobie wzajemnie wszystkie brudy. Kilka razy dostał w twarz. Nie mogłam się powstrzymać, żeby tego nie zrobić. Nie zawsze gadał głupoty, bo przydarzyły się chwile prawdy. Bolesnej, ale prawdy.
- Wybacz mi, błagam - nachylił się i złapał mnie za szyję.
Poczułam te znajome perfumy i charakterystyczny zapach ciała. Przyłożył swoje czoło do mojego i odgarnął kosmyk włosów. Wszystkie uczucia wróciły. W ciągu jednej chwili byłam w stanie ponownie wskoczyć za nim w ogień. Pocałował mnie, a ja to odwzajemniłam.
- Powinienem się już zbierać..
Zabrał rzeczy i wyszedł. Wybaczyłam mu, nie mogłam inaczej. Jednak też nie wiedziałam co będzie dalej. Czy cokolwiek z nami będzie.
Zebrałam rzeczy i na początku października odwiedziłam Rzeszów. Mimo namowy szefowej, już właściwie od początku wiedziałam, że nie podejmę tam żadnej pracy, ale jak się uparła, to nie miałam innego wyjścia jak jechać i obejrzeć wszystko.
- Tutaj jest biuro wolne, mogłoby należeć do Pani. Następnie miejsca pracownicze, recepcja, kuchnia i toalety. Powierzchnia nie jest może zbyt wielka, jednak pragnę zaznaczyć, że tu dopiero zaczynamy działalność. Z pewnością przydałby się ktoś tak błyskotliwy i mądry jak Pani. Mogłoby to znacznie podnieść naszą wartość na rzeszowskim rynku.
- Nie wątpię - uśmiechnęłam się.
- Pracowników póki co jest sześciu. Jest stałe połączenie z Warszawą, jednak ktoś na miejscu to lepsze posunięcie.
Monolog Pana, który mnie oprowadzał, trwał w nieskończoność. Choć czasem mówił totalnie bez żadnego składu lub ciągle to samo, to kompletnie się tym nie przejmował.
- Dziękuję serdecznie, z pewnością się zastanowię.
- To ja dziękuję za poświęcenie czasu.
Wyszłam z budynku i byłam przekonana równie bardzo, co przed przyjazdem, że nie powinnam tam pracować. Wsiadłam do auta i już miałam jechać z powrotem do domu, kiedy coś mnie tknęło, żebym pojechała pod halę. Chciałam choć z daleka zobaczyć jak sobie radzi Drzyzga.. Ciągle w sercu było dla niego miejsce. Znalazłam na mapie i skierowałam się w tamtą stronę.
Wiem, że zakończenie miało być symbolicznie dzisiaj, jednak się nie udało. No cóż, mam nadzieję, że będziecie też jutro. Dziś sobie tylko sama poświętuję ten okrągły jubileusz roku pisania. To coś naprawdę wspaniałego. Nie mogę w to uwierzyć, że tyle dni z Wami wytrwałam.
ZA WSZYSTKO WAM SERDECZNIE DZIĘKUJĘ! ZA KAŻDE SŁOWO WSPARCIA, HEJTU I POMOCY. DZIĘKI PISANIU POZNAŁAM NAJLEPSZYCH LUDZI NA ŚWIECIE I MAM NADZIEJĘ, ŻE TE ZNAJOMOŚCI I PRZYJAŹNIE POZOSTANĄ DO KOŃCA ŚWIATA I JEDEN DZIEŃ DŁUŻEJ.
Trzymajcie się, całuję,
Kinga.